"Zgadzam się na drogi prowadzone na granicy wytrzymałości. Zgadzam się na walkę. Nagroda, którą otrzymuję za te trudy, jest niebotycznie wielka. Jest nią radość życia."
Byłam zakochana i przekonana, że to jest ten "jedyny" ( na młodość). Bo przecież sam kiedyś wyznał mi miłość, tylko że ja dosyć nie miło go potraktowałam. Od kwietnia czułam jakąś wieź między nami. Na prawdę dobrze się dogadywaliśmy, śmialiśmy i miło spędzaliśmy czas. Liczyłam że na balu wszystko stanie się oficjalne. Nie chwaląc się wyglądałam na prawdę pięknie, a raczej seksownie. Całe sześć godzin w szpilkach, obcisłej sukience i tapecie na twarzy. A on nawet nie raczył na mnie spojrzeć. Chodziłam smutna i wściekła na wszystkich a przede wszystkim na niego. Kiedy DJ ogłosił że teraz będzie ostatnia wolna piosenka, nie wytrzymałam i sama wyciągnęłam go na parkiet. Zaczęliśmy rozmawiać. Przeprosił mnie za to że nie tańczył ze mną. Widział że to przez niego jestem smutna. Nie chciałam dać mu tej satysfakcji i stwierdziłam że ma za duże mniemanie o sobie. Skończyła się piosenka a ja smutna oddaliłam się. Wkroczyłam na środek sali pożegnałam się z moją przyjaciółkami i wyszłam. Po pierwszej byłam już w domu. Była piękna noc, aż nie chciało się spać. Tak też było. Nie chciałam sapać i chyba nie mogłam. Nie wytrzymałam i napisałam do niego:
"Tak masz racje, byłam smutna bo ze mną nie tańczyłeś i dobija mnie fakt że to właśnie ty mnie smucisz, bo jest tyle innych ludzi na świecie oprócz ciebie. A poza tym nie wiem jakim cudem faktycznie domyśliłeś się że to przez ciebie. Piszą co to zapewne popełniam jeden z największych życiowych błędów, ale cóż jest 1 w nocy a za tydzień mamy koniec roku więc w sumie mogę się ośmieszyć. Chociaż to i tak bezsensu bo wolisz K. tudzież inną zananą lub nie znaną mi dziewczynę. Jak już to czytasz i nic do mnie nie "masz" i się przed tobą ośmieszam to proszę nie ujawniaj wszystkim jak wielką idiotką jestem.."
Żałuje.. Nie powinnam ruszać tego tematu. Miałbym wspaniałego przyjaciela, a tak nic.. Pomęczę się jeszcze ten tydzień i zaczną się wakacje będzie lepiej. Może w końcu odpocznę i odetchnę przed liceum, którego czas jest podobno najlepszym w życiu. Schudnę w końcu schudnę. Nie wiem ile teraz warzę. Boje się wejść na wagę bo gdybym zobaczyła jakąś straszną liczbę to bym już więcej nie wstała z łóżka. Będzie lepiej wiem to. Dam sobie radę w końcu. Zatopię się w świecie książek, ćwiczeń i niejedzenia. Zapomnę o świecie, zapomnę O NIM. Postaram się częściej odzywać. Ale niczego nie obiecuje, bo z reguły nie dotrzymuje obietnic. Mam nadzieje, że o mnie nie zapomniałyście i nie zapomnicie. Dziękuje że wszystkie tu jesteście i mnie wspieracie. Dalej do chudości! Do Piękności!
PS: Wczoraj przez 40 minut biegałam, dzisiaj 9 kilometrów na rowerze >szaleństwo!<


Ach te młodzieńcze miłości.. Jeszcze spotkasz tego jedynego :)
OdpowiedzUsuńPowodzenia w diecie!
Nie przejmuj się NIM ;)
OdpowiedzUsuńŻyczę powodzenia kochana ! *.*
nie przejmuj się takim dupkiem.. zrób z siebie boskiego anioła, miej wysokie mniemanie o sobie i swojej inteligencji, bo ci mądrzejsi chłopcy na głupiutkie dziewczęta nie zwracają uwagi ;) mądry wie jak traktować kobiete, no, chociaż mniej więcej. powodzenia, dodam cię do ulubionych, będę odserwować. pisz dalej! :)
OdpowiedzUsuńNie warto przejmować się debilem, chociaż nie jest to łatwe. Wiem z doświadczenia. Tak blisko, a na drugi dzień tak daleko...
OdpowiedzUsuńGratuluję tego biegania! Podziwiam Cię :*
ja się cieszę że z pewnym przyjacielem wybraliśmy przyjaźń, choć czasem zgrzytało, skwierczało i było naprawdę gorąco, ale nie zgraliśmy się w czasie i teraz na zawsze mamy siebie. choćby nie wiem co.
OdpowiedzUsuńwracaj wracaj :>
Co tam kochanie u Ciebie? Jak się trzymasz? :*
OdpowiedzUsuńco tam u ciebie?
OdpowiedzUsuńAngel, będziesz jeszcze kochana?
OdpowiedzUsuń