Strony

środa, 13 grudnia 2017

To nigdy się nie skończy

Nigdy.


Od ponad 6 lat krążę w świecie chudości. Cyklicznie tutaj wracam. Kiedy myślę, że już wszystko jest w porządku nagle pojedyncza rzecz, myśl, uczucie, sprawia, że wracam. 

Wyglądam tak, że już nie mogę na siebie patrzeć. Nie wiem jakim cudem mogłam doprawadzić się do takiego stanu. 

Chciałam strasznie wierzyć, że mogę być piękna. Myślałam jestem piękna. 

Czuję, jak w mojej głowie toczy się walka. Walka o kontrolę nad moim życiem. Nad tym co dalej będzie z moim ciałem. Czuję, że Ana jest bardzo blisko. Czuję jej oddech na plecach. Czuje dotyk jej chudych palców niczym muśnięcia motyla. 

Szepcze: " Wróć do mnie. Będziesz miała kontrolę. Będziesz piękna. Perfekcyjna."

Logika i rozum starają się mnie bronić. Nie wiem jak długo jeszcze uda im się to robić.

100 brzuszków dzisiaj. 120 wczoraj. Mięśnie mnie palą. 

Chce 40 kilogramów. Chce spełnienia. Chce spokoju. Chce akceptacji. 

Boję się. Strasznie się boje.

Zawsze tu wracam. Zawsze. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz